O historii naszego kościoła słów kilka – słowo historyczne wygłoszone przez Panią Monikę Rynkiewicz-Wojtaszewską na jubileusz 100-lecia parafii.

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Biskupie Marku, Czcigodni Księża Kapłani,
Droga Rodzino Parafialna, Szanowni Goście,

Stajemy dziś na ziemi świętej. Stajemy w miejscu, gdzie sto lat temu — dokładnie
w taki sam czerwcowy dzień, 29 VI roku Pańskiego 1926, w samo południe, gdy słońce stało najwyżej na firmamencie, jakby sam Stwórca chciał oświetlić tę chwilę pełnią swego blasku—
w Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła, ksiądz Jan Wiśniewski odprawił w tym miejscu pierwszą Mszę Świętą, dokonując poświęcenia skromnej, drewnianej świątyni.

I od tamtej chwili — to miejsce już nigdy nie zaznało ciszy. Bo choć ściany tamtego kościółka dawno odeszły w przeszłość, modlitwa, którą wówczas zaniesiono ku niebu, nigdy nie umilkła. Trwa. Rozbrzmiewa. Wznosi się nieustannie — już od stu lat.

Jakże przejmująca jest historia tej parafii! Zrodziła się bowiem nie z ludzkiej kalkulacji, lecz z kapłańskiego serca — z gorącego pragnienia, które od dawna płonęło w duszy księdza Jana Wiśniewskiego: pragnienia, by wioski odległe, zapomniane, rzucone na kresy parafii borkowickiej, mogły wreszcie mieć swój dom — dom Boży, dom wspólnoty, dom nadziei.

A gdy ta myśl dojrzała, Opatrzność Boża — ta niepojęta Opatrzność, która splata ludzkie drogi w cudowną tkankę zbawienia — sprawiła, że do sąsiedniej parafii gowarczowskiej przybył proboszcz o takim samym sercu i takich samych przekonaniach: ksiądz Jan Węglicki.
I ci dwaj kapłani, odsunąwszy na bok wszelkie osobiste korzyści — bo czyż nie na tym polega prawdziwa wielkość? — zwrócili się ku tym najdalszym, ku tym zapomnianym wioskom,
i razem, ramię w ramię, przy ofiarności hrabiego Stefana Dembińskiego, stworzyli to,
co wydawało się niemożliwe.

10 VIII 1926 roku Jego Ekscelencja Biskup Marian Ryx złożył swój podpis pod kanoniczną erekcją parafii Ruskiego Brodu. I w ten sposób na mapie Kościoła w Polsce zabłysła nowa gwiazda — mała, skromna, lecz jaśniejąca wiarą swych założycieli.

Pierwszym proboszczem został ksiądz Jan Chołoński, który przybył tu ze Staszowa dwudziestego drugiego lipca tegoż roku — by z niczego zbudować wszystko. By z marzenia uczynić rzeczywistość. By wznieść nie tylko mury, ale i ducha tej wspólnoty.

I wzniósł! 13 IX 1930 Jego Ekscelencja Ksiądz Biskup Paweł Kubicki, przy udziale blisko 1300 wiernych — 1300 serc bijących jednym rytmem wiary i wdzięczności — dokonał uroczystej konsekracji nowego, murowanego kościoła pod wezwaniem Świętej Teresy
od Dzieciątka Jezus
.

Zatrzymajmy się przy tym fakcie, bo jest on niezwykły: to pierwszy
w całej Polsce kościół dedykowany Świętej z Lisieux (Lizje)!
Ta mała, uboga parafia
na kresach diecezji — wyprzedziła wielkie miasta, okazałe bazyliki i potężne katedry. Pierwsza w Polsce oddała się pod opiekę Małej Tereski! I czyż nie jest w tym coś głęboko poruszającego? Że to właśnie tu, pośród prostych, biednych ludzi, Mała Święta znalazła swój pierwszy polski dom?

Bo trzeba powiedzieć — i powiedzieć z dumą i wzruszeniem — że obok ofiary hrabiego Dembińskiego, która była kamieniem węgielnym tej Bożej sprawy, to właśnie prosty lud tej ziemi okazał serce ze szczerego złota. Lud biedny, lud z pozoru niepozorny, lud, który — jak pisał kronikarz — „zdaje się nie zdradzać przymiotów swego ducha”. A jednak to ten właśnie lud, grosz do grosza, cegiełkę do cegiełki, modlitwę do modlitwy — wznosił ten kościół. Własnymi rękami. Własnym potem. Własną wiarą. I za to im dziś — cześć i chwała. I wieczna pamięć.

Lecz historia tej parafii to nie tylko pieśń chwały. To także — i może przede wszystkim — pieśń cierpienia. Bo jakże mogłoby być inaczej na tej ziemi, którą historia tak boleśnie doświadczyła? Rok tysiąc 1940 — pacyfikacja wsi Hucisko. Rozstrzelanie mężczyzn. Niewinnych. Ojców, synów, braci. Krew przelana na tej ziemi woła do nieba po dziś dzień. Styczeń roku 1945 — prawie całkowite zniszczenie Ruskiego Brodu w tragicznym „kotle ruskobrodzkim”. Ucierpiał sam kościół — ta świątynia, którą z takim trudem wzniesiono, ten dom Boży, który miał być schronieniem — sam potrzebował ratunku. I został odbudowany — dwa lata później — bo wiara tego ludu była silniejsza niż bomby i pociski.

Rok 1952 — wysiedlenia. Wyrywanie ludzi z ich ojcowizny, z ziemi, którą kochali,
z domów, w których się rodzili i umierali ich przodkowie. Wywożenie na Ziemie Odzyskane — odzyskane dla narodu, lecz utracone dla tych, którzy musieli porzucić wszystko, co znali.

Parafia kurczyła się. Liczba wiernych malała drastycznie. A jednak ta wspólnota przetrwała.
Bo nie da się wysiedlić wiary. Nie da się deportować miłości. Nie da się wykorzenić nadziei, która ma korzenie w samym Bogu.

3 X 1976 roku parafia przeżywała swój ostatni wielki jubileusz — pięćdziesięciolecie założenia. Uroczystą pontyfikalną sumę odprawił wówczas Ksiądz Biskup Piotr Gołębiowski, dokonując poświęcenia odnowionego kościoła — wewnątrz i na zewnątrz. Pół wieku wiary. Pół wieku trwania.

A dziś — stulecie. Przez te sto lat dwudziestu kapłanów pełniło posługę proboszcza w tej parafii. Dwudziestu pasterzy, z których każdy — na swój sposób, w swojej epoce, wobec swoich wyzwań — dbał o dobro duchowe wiernych, o stan kościoła, plebanii i cmentarza. Każdy wkładał serce. Każdy oddawał siły. Każdy zostawiał cząstkę siebie w murach tej świątyni i w duszach tych ludzi. Niech im Bóg wynagrodzi. Żywym i umarłym. Każdemu
z osobna i wszystkim razem.

Przygotowując się do tego wiekopomnego jubileuszu, nie szczędziliśmy trudu ani wysiłku. Dokonaliśmy kompletnego remontu naszego zabytkowego kościoła: naprawiliśmy więźbę dachową, odtworzyliśmy rustykalny sufit, naprawiliśmy pęknięcia ścian i ubytki tynków, dokonaliśmy iniekcji kościoła od wewnątrz, odnowiliśmy portal świątyni, wymieniliśmy całą elektrykę, zainstalowaliśmy nowe nagłośnienie i nadaliśmy ścianom nową kolorystykę. Wyremontowaliśmy kaplicę pogrzebową. A w hołdzie Świętemu Janowi Pawłowi II — temu wielkiemu Polakowi, który uczył nas, że „nie lękajcie się!” — parafia wzniosła pomnik ku Jego czci.

Lecz prawdziwe przygotowanie dokonywało się nie w murach, a w sercach.

Od Środy Popielcowej do naszych domów przybywała — w znaku świętych relikwii — nasza Patronka, Święta Teresa od Dzieciątka Jezus. Odwiedziła każdy dom. Każdą rodzinę. Każde serce. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę mogliśmy przebywać z Nią — z tą Małą Świętą, która obiecała, że z nieba będzie zsyłać na ziemię deszcz róż.

A bezpośrednio przed dzisiejszą uroczystością zostaliśmy przygotowani przez Misje Święte, które trwały od 21 czerwca aż do dnia wczorajszego — by oczyścić serca, by otworzyć dusze, by stanąć przed Bogiem w prawdzie i pokorze.

I oto jesteśmy. Sto lat. Sto lat wiary, nadziei i miłości. Sto lat modlitwy wznoszonej z tego miejsca ku niebu. Sto lat chrztów, ślubów, pogrzebów — stu lat ludzkich losów splecionych
z łaską Bożą. Sto lat radości i cierpienia, budowania i odbudowywania, upadania
i powstawania.

Ekscelencjo, Najdostojniejszy Księże Biskupie Marku!

Z głęboką wdzięcznością i radością witamy Cię w naszej świątyni. Twoja obecność jest dla nas znakiem jedności z Kościołem powszechnym, potwierdzeniem, że ta mała wspólnota — choć niewielka liczbą — jest wielka wiarą i żywa duchem. Witamy również serdecznie wszystkich zgromadzonych licznie kapłanów, parafian — tych, którzy tu żyją, i tych, którzy wrócili dziś do swoich korzeni — oraz wszystkich drogich gości.

Niech to wspólne świętowanie naszego jubileuszu — przez uczestnictwo w tej dziękczynnej Mszy Świętej — przyczyni się do zyskania Bożego błogosławieństwa dla nas wszystkich, dla naszych rodzin, dla naszej parafii i dla pokoleń, które przyjdą po nas.

Niech Mała Tereska — nasza ukochana Patronka — dotrzyma swej obietnicy i ześle na nas
z nieba ów deszcz róż, który zapowiadała.

Deszcz róż łaski. Deszcz róż miłości. Deszcz róż nadziei — na następne sto lat.

WP2Social Auto Publish Powered By : XYZScripts.com